Jak się Jaś w dzieciństwie nauczy, to w dorosłości będzie mówił jak John

Bez angielskiego ani rusz. A przynajmniej – ani rusz w świecie wielkiej kariery i równie dużych pieniędzy. Wiedzą o tym wszyscy, którzy takową karierę robią i takie właśnie pieniądze zarabiają, a zrozumieć to jak najszybciej powinni rodzice dzisiejszych dzieci. A dokładniej – rodzice dzieci, których jakość dorosłej przyszłości będzie w dużej mierze zależała od... jakości języka angielskiego, jakim będą się wtedy posługiwać.

W edukację językową dzieci należy bezwzględnie inwestować. Tak samo bezwzględną wagę należy przykładać do efektywności nauczania. Niestety, programy edukacyjne stosowane w polskim szkolnictwie są – mówiąc bardzo delikatnie – mało praktyczne. Dzieci i młodzież uczy się najczęściej szablonowych zwrotów, a sami zainteresowani wkuwają na pamięć zasady gramatyki i... niewiele ponadto.  Na efekty nie trzeba długo czekać. Wystarczy wybrać się z pociechą na rodzinne, zagraniczne wakacje, kiedy to na własne oczy przekonamy się, że dziecko – mimo odbycia ustawowego, szkolnego kursu języka angielskiego – nie potrafi  porozumieć się ze swoimi rówieśnikami z (dajmy na to) Hiszpanii czy Szwecji, którzy po angielsku mówią płynnie i bez najmniejszych zahamowań.

Względnym wyjściem z tak patowej sytuacji są korepetycje czy dodatkowe kursy języka angielskiego. Niestety, programy te bazują na szkolnych metodach i mają na celu nie nauczyć dziecko praktycznego języka, ale... podciągnąć jego oceny, wyrównać wiedzę teoretyczną lub sprawić, że jego angielski będzie kompatybilny z wymaganiami szkolnego nauczyciela.

Na szczęście, na coraz większej popularności zyskują kolonie językowe i zagraniczne kursy doszkalające. Tego typu metody przynoszą najlepsze efekty, kiedy odbywają są w państwach anglojęzycznych, w których znajomość języka jest dziecku konieczna nie tylko do tego, żeby porozmawiać z rówieśnikiem z Hiszpanii czy Szwecji, ale żeby kupić w sklepie lizaka czy paczkę chipsów.

Fundując dziecku kurs języka angielskiego za granicą mamy pewność, że pociecha będzie się dobrze bawiła (jakby nie patrzeć – wizyta w USA czy w Anglii to odkrywanie nowego świata) i... jeszcze lepiej, jeszcze efektywniej uczyła. Choćby przez to, że kolonie językowe nie dopuszczają z zasady możliwości używania języka innego, niż ten, który jest w ich ramach wykładany. Niezależnie czy to w sali lekcyjnej, na wycieczce na kalifornijską plaże, w trakcie wypadu do staroangielskiego zamku czy podczas rozmowy z rówieśnikami – czy to z Hiszpanii, czy to ze Szwecji, czy też z rodzimej Polski.

Share this with your friends